Kielce v.0.8

Teatr
Dobrymi intencjami piekło brukują - premiera w Teatrze Żeromskiego

 drukuj stron�
Teatr Recenzje Kultura
Wys�ano dnia 02-04-2006 o godz. 00:00:00 przez pala2 14465

Mamy czwartą premierę w tym roku - mamy "Kłopot Pana Boga" i mamy straszliwą manipulację.

Kto traktuje tekst Krzysztofczyka wystawiony, akurat tutaj i akurat w tym momencie, tylko jako zjawisko artystyczne jest jak to dziecko we mgle stąpające, które za moment spadnie do ciemnej studni i gramolić się z niej będzie. Pewnie, aż do wczesnej dorosłości - która obawiam się nigdy nie nastąpi.

Tekst Krzysztofczyka, wystawiany tu i teraz to zjawisko wykraczające poza ramy teatru - to już niestety fakt o charakterze socjotechnicznym, cynicznie i umiejętnie wkomponowany w atmosferę budowaną w Polsce w okresie ostatnich miesięcy.

Najbiedniejszy w tym wszystkim autor - piszący w swoistym zapewne uniesieniu tekst bliski mu ze względów biograficznych, pełen niestety uproszczeń i dramaturgicznych błędów, pełen pomysłów i zaklęty w bogooojczyźnianyn kręgu. Autor zaangażowany w temat, pełen intencji dobrych i zapewne słusznych. Cóż z tego...?

Nabierzmy nareszcie odwagi i powiedzmy - można napisać średnią sztukę o Armii Krajowej, można napisać knota o papieżu, można być grafomanem opiewając Częstochowę, prymasa Wyszyńskiego i Katyń. W twórczości artystycznej temat nie powinien uwznioślać twórcy, nie może być usprawiedliwieniem dla uprawiania sztuki złej, lecz słusznej - inaczej popadniemy na powrót w akademizm, tym razem narodowy w formie i katolicki w treści. Autor "Kłopotu Pana Boga" pozwolił się (mam nadzieję, iż nieświadomie) zmanipulować.

W ciągu premier tegorocznych pojawia się sztuka wątpliwie interpretowana (przede wszystkim przez realizatorów) o zagrożeniach, które niesie ze sobą tolerancja, krytyka polskiego charakteru i martyrologia, lecz de facto oskarżenie nadmiernej wolności, podkasane piosenki (w antrakcie niejako) i wreszcie dramat lustracyjny, każącym palcem wskazujący na obrońców "komunistycznego bagna", "pogrobowców PRL-u" i inną zgniliznę. Atmosfera wokół spektaklu daleko przekroczyła te szacowne mury. Ja, który w niesłusznych czasach byłem na wycieczce w Jugosławii (byłej), uczestniczyłem w dwóch 1-Majowych pochodach, ślubu kościelnego nie mam, znam kilku starozakonnych i posiadam rower - poczułem nieprzyjemny swąd inkwizytorskiej smoły.

Miał to być (wedle zapowiedzi) spektakl kontrowersyjny, odkrywczy, oparty na utworze, który podejmuje tematykę dotychczas obcą naszej literaturze. Na poziomie tematycznym nie jest to przedstawienie, a przede wszystkim tekst żadnym novum. Dylemat zabić, nie zabić? - ekranizacja "Popiołu i diamentu" Wajdy, prześladowania stalinowskie? "Przesłuchanie" Bugajskiego, "Matka Królów" Brandysa. Aresztowania AK-owców? "Rozmowy z katem" Moczarskiego, "W zawieszeniu" Krzystka. Człowiek "śmiercią i zabijaniem zarażony?" poetyckie "A jak królem, a jak katem będziesz" Nowaka. Stawiam pytanie - celowy zabieg, czy zwykła ignorancja?

Kto nie jest z nami, ten jest przeciw nam. Kto pisze źle o kieleckim teatrze, ten nie tylko atakuje dyrektora, ten "spotwarza" i "opluwa" Ojczyznę naszą. Myliłby się ten, kto sprowadzałby konflikt dyrektora Piotra Szczerskiego z kilkoma mediami do poziomu sporu o bilety, o kształt sztuki. To konflikt o wolność wyrażania własnych poglądów, narodziny obywatelskiego oporu w mieście dusznym i małym. Po jednej stronie stoi sprawny inżynier ludzkich dusz, przedłużenie ramienia władzy (ostatecznie, gdzie odbywały się po spektaklu debaty polityczne?), po drugiej ludzie, którym nie jest obojętne jaki kształt przybierze w Polsce demokracja.

Każda władza rozprawia się najpierw z artystami i żurnalistami niepokornymi. Jest mi przykro, że dyrektor Szczerski stanął w jednym rzędzie z ludźmi, którzy atakują teatry Wierszalin i Gardzienice, którym nie podoba się awangarda Suki Off, którzy niszczą Głomba w Legnicy i Nowaka w Gdańsku. Nie wszystko da się wyjaśnić ekonomią. Można zdławić artystów nie wystawiając ich sztuk, można zastraszyć dziennikarzy odmawiając im informacji.

Trzeba jednak czasem czytać Miłosza...


Pilon


Komentarze

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego u�ytkownika, prosze sie zarejestrowa�

Cornwall 02-04-2006 o godz. 19:34:06
Mam pewne obawy, że nie tylko literatura na temat zadany nie do końca jest znana... Mam dziwne wrażenie, że wszelkie wydarzenia teatralne odbywające się w Kielcach poza murami teatru Żeromskiego są niezauważane przez... wiadomo kogo. Bywam na nich i nigdy nie zdarzyło mi się zauważyć. Może jednak to jest moje gapiostwo?
pilon 03-04-2006 o godz. 23:20:56
A ja raz widziałem! Może przez przypadek, ale jednak. Przyznam jednak, że jaskółka jedna wiosny nie czyni... To już jednak temat na osobny komentarz, który chyba warto napisać.
Agape 04-04-2006 o godz. 13:26:22
Gratulacje, Pilon. Świetny, wyważony tekst. Trochę za mało o realizacji scenicznej, ale pewnie nie chciałeś się powtarzać, co? Wprowadziłam jedną poprawkę, pewnie już zauważyłeś :)
pilon 15-04-2006 o godz. 09:08:08
JAKO PEWNEGO RODZAJU UZUPEŁNIENIE DO ZARÓWNO MOJEJ RECENZJI JAK I CAŁEJ SYTUACJI W TEATRZE POZWOLĘ SOBIE ZACYTOWAĆ POLEMIKĘ (TAK TO UMOWNIE NAZWIJMY) Z "GW":
Szczerski nie zaknebluje
Jako czytelniczka "Gazety" od momentu jej powstania oraz długoletni kibic teatru odnoszę wrażenia, że tym razem "Gazecie" zabrakło (...) dobrej woli wobec teatru i jego dyrektora i przede wszystkim dobrego smaku i umiaru. Czwartkowy artykuł odebrałam jako szczególnie małostkowy i napastliwy w treści i wielce niestosowny w stylu i czasie jego zamieszczenia - pisze czytelniczka Gazety Wyborczej - Kielce oburzona tekstem Pawła Słupskiego o konflikcie dyrektora Teatru im. Żeromskiego z kieleckimi dziennikarzami.

«Ze zdziwieniem przeczytałam informację o złych stosunkach dyrektora kieleckiego teatru Piotra Szczerskiego z kieleckimi dziennikarzami ("Gazeta w Kielcach" z dn. 29 marca). Tytuł okazał się lekko na wyrost, bo na szczęście nie ze wszystkimi, tak naprawdę z jednym, a konflikt polega na tym, że dyrektor nie wysyła mu zaproszeń na premierowe przedstawienia. Z tego, co mi wiadomo, teatr jest otwarty dla wszystkich, ochrona również nie podejmuje interwencji w przypadku, gdy ów dziennikarz pojawia się jednak na spektaklu.

Z naszym teatrem, moim teatrem, związana jestem od 1981 roku, od momentu, kiedy rozpoczęłam pracę w redakcji "Echa Dnia" - gdzie m.in. zajmowałam się recenzowaniem kolejnych przedstawień; teatr za czasów ówczesnego dyrektora Bogdana Augustyniaka był nijaki, martwy dość. Nowa era rozpoczęła się wraz z nastaniem Szczerskiego. Więc jeśli on mówi: "mój teatr", to ma do tego pełne prawo. Bo to on zmienił oblicze tego zapyziałego dość miejsca - co z pewnością dostrzega także dziennikarz będący w złych stosunkach z dyrektorem Szczerskim. Jeśli nie dostrzega - to ubolewam.

W ciągu kilku ostatnich miesięcy kielecki teatr gościł trzykrotnie Sławomira Mrożka, także z okazji Dnia Teatru 27 marca. Do kiepskiego teatru Mrożek by nie przyjeżdżał.

I ostatnia refleksja, trochę nie a propos: komentarz Pawła Słupskiego do opisywanej, banalnej w końcu, historii - "i śmieszno, i straszno". Jeśli ktoś zaknebluje Panu usta oraz stępi pazur dziennikarski - nie będzie to Piotr Szczerski. Daję Panu słowo honoru.

Z wyrazami szacunku

Justyna Żukowska

* * *

Głos w sprawie teatru

(...) Decyduję się po raz pierwszy na publiczną wypowiedź sprowokowana stanowiskiem, jakie zajmuje"Gazeta Wyborcza" wobec dyrektora teatru pana Piotra Szczerskiego, bowiem w moim odczuciu redaktorzy "Gazety" przekroczyli granicę dobrego smaku.

Krótki przegląd informacji teatralnych zamieszczonych w "Gazecie" daje taki oto obraz sytuacji: w poniedziałek następuje zapowiedź premiery, sztuki reżyserowanej przez dyrektora teatru Piotra Szczerskiego. Dzień jest jak na premierę nadzwyczajny, podyktowany obchodami Międzynarodowego Dnia Teatru, tak więc zapowiedź w prasie przykuwa uwagę. We wtorek brak jeszcze recenzji po premierze, jest natomiast zapowiedź, że ukaże się ona w środę.(...) W czwartkowym numerze doniesienia "Gazety" na temat "obrażonego dyrektora Szczerskiego" poruszyły mnie i napełniły głębokim niesmakiem. Atak na dyrektora pojawia się bowiem tuż po tym, gdy Piotr Szczerski został odznaczony za wieloletnią trudną pracę jako dyrektor teatru, reżyser i działacz kultury, który uparcie i wytrwale dąży do zbudowania trwalej i solidnej pozycji teatru na mapie miasta i regionu. Czwartkowe enuncjacje zamieszczone w "Gazecie" wydają mi się złośliwą łyżką dziegciu, która ma obniżyć rangę wyróżnienia, zneutralizować sukces dyrektora i postawić znak zapytania nad jego dokonaniami. Niegodziwość jest tym większa, że pojawia się w tym samym tygodniu, w którym nastąpiło święto teatru. Jeśli ktoś - w tym wypadku Piotr Szczerski - został doceniony i publicznie uhonorowany, to należy takiej osobie czym prędz

Przeczytaj dalszy ci�g komentarza...
Error connecting to mysql